Trzeba będzie niedługo się z tego kraju wynosić.
Jak patrzę na to co się w tym kraju dzieje to mi się rzygać chce. Przyszłości tutaj dla siebie w takich warunkach nie widzę.
Nie dość, że utrzymanie auta kosztuje to paliwo już teraz jest tak drogie, że niektórzy muszą rezygnować z samochodów na rzecz komunikacji, rowerów czy własnych nóg. I takie akcje typu blokowanie stacji benzynowych nic nie dadzą. Bo są to akcje na małą skalę. A jeździć trzeba. I zawsze znajdą się ludzie, którzy tankować będą. Takie akcje uderzają tak naprawdę w samą stację i ich klientów, którzy muszą się denerwować, że nie mogą normalnie zatankować.
Bo wyobrażacie sobie sytuację, że wyjeżdżacie z domu na ważny egzamin samochodem czy też do pracy, podjeżdżacie na stację benzynową, bo chcecie szybko zatankować, żeby zdążyć, a tam jakaś grupka osób zablokowała stację i musicie czekać pół godziny? Podczas gdy za te pół godziny musicie już być dawno na miejscu. I musicie zatankować na tej stacji, bo albo na następną nie dojedziecie albo nawet tankujecie zawsze na Orlenie i tam też chcecie zatankować, a nie na BP, Shellu czy innym gównie.
To jedna sprawa. Teraz podpisują jakieś ACTA. I na co to komu? Niby w całej UE to już podpisali, a okazuje się, że jednak nie. Co rząd chce tym osiągnąć? Chce sprawdzać i kontrolować ludzi na każdym kroku? Utrudniać życie? Zdobywać kolejne pieniądze dla państwa i swoich zachcianek kosztem ludzi? Co to za rząd, który nie słucha ludzi mieszkających w Państwie? Bo skoro zwykli ludzie wychodzą już na ulice i manifestują to dobrze się nie dzieje. Wręcz przeciwnie, bardzo źle się dzieje.
Jeszcze trochę i paliwo będzie na kartki, a internet będzie służył nie wiem do czego, bo większość stron przestanie istnieć lub też zostanie zablokowana. W ogóle zabierzmy ludziom dostęp do internetu! Żeby czasem nie wiedzieli co się dzieje na świecie. Niby otwieramy granice, a tak naprawdę je dla siebie zamykamy. Dla ludzi. Każdy będzie siedział w domu i oglądał telewizję. O ile za nią zapłaci. I nie będzie można złego słowa powiedzieć.
Rząd chce nas sobie podporządkować? Żebyśmy nie mogli nic zrobić dla siebie? Bo tak to w moich oczach wygląda. A te wszystkie strajki gówno dadzą. Bo to jest tylko niewielka część ludzi. Pozostali siedzą w domach i mówią jak to nic nie da, że się wyjdzie na ulice. Bo nie da, dopóki rząd tego tak naprawdę nie odczuje. Bo na taki strajk wyślą telewizję i policję. I tyle. Koniec strajku. Po co się przejmować zdaniem ludzi?
Wprowadźmy sobie jeszcze euro. To wypłatę będziemy dostawać w jednym papierku. I przy obecnym stosunku zarobków do cen dóbr na rynku to będzie nas stać chyba tylko na to, aby przeżyć. Jakiś chleb, mleko i dziękuję. Normalnie będziemy pracować (czytaj zapierdalać, żeby przeżyć) jak Chińczycy – za miskę ryżu.
A gdzie przyszłość młodych ludzi? Kończy się te studia, kursy, praktyki, staże… i na co to wszystko? Pracy dla młodych ludzi nie ma. No bo co to za praca na magazynach czy w fabrykach (gdzie tak naprawdę większość młodych ludzi po/na studiach teraz ląduje), gdzie zapierdalasz 8/12 godzin, często na 3 zmiany za marne 1500 zł? Jaki ta praca ma związek z ukończonymi studiami? Po co się było uczyć i starać tyle lat, żeby później zapierdalać za marne grosze? I na co takiego zmęczonego już pracą człowieka stać? Opłać sobie mieszkanie, przynajmniej połowy tych pieniędzy nie ma. Dodatkowo media, telefon, jedzenie. Wypłata poszła. A gdzie próba odłożenia pieniędzy na własny samochód, dom? Młodzi ludzie mają całe życie mieszkać z rodzicami? Czy może wynajmować jakąś ruderę na zadupiu? Bo prawda jest taka, że jak się nie ma dzianych rodziców to ciężko się wybić. A żeby zarobić na coś własnego to trzeba zapierdalać przez kilka lat w jakimś kołchozie, w którym na zasady bezpieczeństwa i higieny pracy wszyscy, łącznie z urzędami pracy przymykają oko.
Magazyny fabryki to nic. A co z podejrzanymi ogłoszeniami w serwisach (internetowych w tym przypadku), gdzie obiecują super pracę, wysokie zaróbki i Bóg jeden wie co jeszcze, ale albo musisz się w tej pracy rozebrać, albo łazić po domach i namawiać ludzi, żeby coś od Ciebie kupili. Zajebista praca. Ja np jak przychodzi do mnie jakiś domokrążca (bo tak się to nazywa!) to nawet drzwi nie otwieram. Nie lubię jak ktoś do mnie przyłazi i mnie na coś namawia. Nie stać mnie na odłożenie pieniędzy na czarną godzinę, a mam wydawać je na jakieś głupoty? Wypad!
A do tego większość ogłoszeń się sprowadza. Więc jaki w tym sens? Naprawdę niewielu ludziom udaje się dostać dobrą pracę i po sobie wiem, że muszą mieć naprawdę dużo szczęścia w życiu lub też dobrych znajomych. Bo z ogłoszenia dostać dobrą pracę to chyba graniczy z cudem.
Idąc dalej w kierunku pracy… jak już się jakąś pracę znajdzie to jaką umowę najczęściej się podpisuje? Powinna być to umowa o pracę na czas (nie)określony. A co się okazuje? Że dość często mamy tylko umowę o dzieło, umowę zlecenie. Co nam taka umowa zapewnia? Nic. Jest to wygoda dla pracodawcy, bo nie musi się martwić naszymi urlopami i innymi gównami. Po co sobie życie utrudniać, no nie?
Chcesz iść do lekarza? Państwowo nie polecam. Bo komu za psie pieniądze chce się porządnie pracować? Skoro jak zrobi wszystko na odwal się to i tak dostanie swoje pieniądze? A zapłać za jedną wizytę 100 zł, później za jedno badanie drugie tyle, za trzecie może jeszcze więcej… kogo na to wszystko stać?
Trzeba będzie się wynosić z tego kraju…