Archiwum autora: erudytka

Informacje o erudytka

Egoistyczna perfekcjonistka z tendencjami do empatycznego myślenia, a zarazem romantyczka i racjonalnie myśląca realistka.

Czas i cierpliwość.

Chciałabym mieć taką siłę w sobie, by mimo tego co mnie od środka roznosi umieć sobie znaleźć miejsce i czasem po prostu na coś cierpliwie poczekać.

Moje wewnętrzne dziecko i ADHD w nim pcha do działania wtedy kiedy nie powinno.

I może faktycznie jestem idiotką żyjąc jak żyję.

Trwać w tym w czym jestem.

Pozwolić uświadomić sobie i innym to co najważniejsze.

Chociaż ja to już wiem.

Na czym mi najbardziej na świecie zależy.

Tylko teraz jak przekonać innych do swoich racji.

W końcu do cholery to moje życie!

I choćbym miała popełniać błędy i ich żałować to chcę je popełniać.


Że warto żyć, żeby tego doczekać.

Nie patrz na daną chwilę.

Na godzinę.

Na dzień.

Ważna jest perspektywa co będzie za miesiąc, za rok, za kilka lat.

Nieważne co myślisz teraz.

Realizuj cel, który za jakiś czas przyniesie Ci szczęście.

Pomoże Ci się realizować. 

Zdobywać kolejne szczyty.

Bo chwilowo może być źle.

A za kilka dni okaże się, że to nie miało znaczenia.

Że coś się zmieniło i jest dobrze.

A nawet lepiej.

Może kiedyś tak będzie.

Czyli żeby nie zwariować, spróbuj przekonać sam siebie, choćby głupim gadaniem, że warto… że to co robisz ma sens i że jeszcze kiedyś wyjdziesz na prostą i będziesz szczęśliwy/a. 

Że warto żyć, żeby tego doczekać.


Odbiło się czkawką.

Było sobie życie.
Samotne.
Żyjące byleby żyć. Bez większych problemów.

I spotkało drugie życie.
Drugie życie napełniło pierwsze życie radością i szczęściem.

I tak sobie żyli.

Aż nastał dzień, kiedy drugie życie odeszło.

A pierwsze życie chciało zniknąć.
Bo już nawet nie było tej części: “byleby żyć”.

Szczęście w oczach gdzieś zniknęło…


W dupie z tym wszystkim.

Bo z reguły jest tak, że jak są dwie osoby, które mają jakąś tam władzę i swoje poglądy to mają w dupie potrzeby i poglądy innych. Bo oni wiedzą najlepiej, a wszyscy inni ich okłamują i próbują wykorzystać. Bo najlepiej widzieć czarny scenariusz dotyczący własnej dupy niż to, że może komuś będzie jeszcze ciężej i że może już nie wyrabia fizycznie i psychicznie.

Najlepiej mieć wszystko i wszystkich w dupie.

Olewać wszystko jak leci.

Ale jednak próbować kontrolować coś nad czym kontroli mieć nie można. Bo kogoś kontrolować nie można. A każda próba kontroli wzbudza większe nerwy, większą agresję… a podobno mam się nie denerwować.

A idźta w pizdu z tym wszystkim.


Dzień kobiet

Wyobraźcie sobie, że idziecie ulicą. Jest zimny poranek. Mróz jeszcze trzyma. Przy rogu dwóch ulic siedzi sobie starsza pani i sprzedaje tulipany.

Nagle do kobiety podchodzi elegancki, młody mężczyzna i kupuje od niej wszystkie kwiaty. Płaci majątek, ale komentuje to słowami, że dziś jest dzień kobiet i żadna kobieta nie powinna stać i marznąć.

Następnie idąc ulicą rozdaje te kwiaty wszystkim napotkanym kobietom.

 

Trudno to sobie wyobrazić?

Fakt, niespotykana i wymyślona to historia.


Na nieustające sobą zdziwienie, na gniew, krzywdę i przebaczenie… wybieram Ciebie!

“Tyś szczęście moje wiosenne, letnie, zimowe, jesienne,
lecz powiedz mi na dobranoc, wyszeptaj przez usta senne.
Za cóż to taka zapłata, ten raj przy Tobie tak błogi?
Ty jesteś światłem świata i pieśnią mej drogi.”

Konstanty Ildefons Gałczyński

 

Czy muszę mówić coś jeszcze?


Dlaczego już nie?

- Dlaczego Ty ostatnio tak mało siedzisz i piszesz na fejsie?

- A po co mam tam siedzieć i pisać? Skoro najważniejsza dla mnie Osoba wie o mnie wszystko bez tego, że wejdę na fejsbuka i napiszę jaka jestem szczęśliwa.

On wie wszystko.

Inni nie muszą.

Nie czuję już takiej potrzeby, aby dzielić się wszystkim z mojego życia z całym światem.


Trzeba będzie się wynosić z tego kraju.

Trzeba będzie niedługo się z tego kraju wynosić.

Jak patrzę na to co się w tym kraju dzieje to mi się rzygać chce. Przyszłości tutaj dla siebie w takich warunkach nie widzę.

Nie dość, że utrzymanie auta kosztuje to paliwo już teraz jest tak drogie, że niektórzy muszą rezygnować z samochodów na rzecz komunikacji, rowerów czy własnych nóg. I takie akcje typu blokowanie stacji benzynowych nic nie dadzą. Bo są to akcje na małą skalę. A jeździć trzeba. I zawsze znajdą się ludzie, którzy tankować będą. Takie akcje uderzają tak naprawdę w samą stację i ich klientów, którzy muszą się denerwować, że nie mogą normalnie zatankować.

Bo wyobrażacie sobie sytuację, że wyjeżdżacie z domu na ważny egzamin samochodem czy też do pracy, podjeżdżacie na stację benzynową, bo chcecie szybko zatankować, żeby zdążyć, a tam jakaś grupka osób zablokowała stację i musicie czekać pół godziny? Podczas gdy za te pół godziny musicie już być dawno na miejscu. I musicie zatankować na tej stacji, bo albo na następną nie dojedziecie albo nawet tankujecie zawsze na Orlenie i tam też chcecie zatankować, a nie na BP, Shellu czy innym gównie.

To jedna sprawa. Teraz podpisują jakieś ACTA. I na co to komu? Niby w całej UE to już podpisali, a okazuje się, że jednak nie. Co rząd chce tym osiągnąć? Chce sprawdzać i kontrolować ludzi na każdym kroku? Utrudniać życie? Zdobywać kolejne pieniądze dla państwa i swoich zachcianek kosztem ludzi? Co to za rząd, który nie słucha ludzi mieszkających w Państwie? Bo skoro zwykli ludzie wychodzą już na ulice i manifestują to dobrze się nie dzieje. Wręcz przeciwnie, bardzo źle się dzieje.

Jeszcze trochę i paliwo będzie na kartki, a internet będzie służył nie wiem do czego, bo większość stron przestanie istnieć lub też zostanie zablokowana. W ogóle zabierzmy ludziom dostęp do internetu! Żeby czasem nie wiedzieli co się dzieje na świecie. Niby otwieramy granice, a tak naprawdę je dla siebie zamykamy. Dla ludzi. Każdy będzie siedział w domu i oglądał telewizję. O ile za nią zapłaci. I nie będzie można złego słowa powiedzieć.

Rząd chce nas sobie podporządkować? Żebyśmy nie mogli nic zrobić dla siebie? Bo tak to w moich oczach wygląda. A te wszystkie strajki gówno dadzą. Bo to jest tylko niewielka część ludzi. Pozostali siedzą w domach i mówią jak to nic nie da, że się wyjdzie na ulice. Bo nie da, dopóki rząd tego tak naprawdę nie odczuje. Bo na taki strajk wyślą telewizję i policję. I tyle. Koniec strajku. Po co się przejmować zdaniem ludzi?

Wprowadźmy sobie jeszcze euro. To wypłatę będziemy dostawać w jednym papierku. I przy obecnym stosunku zarobków do cen dóbr na rynku to będzie nas stać chyba tylko na to, aby przeżyć. Jakiś chleb, mleko i dziękuję. Normalnie będziemy pracować (czytaj zapierdalać, żeby przeżyć) jak Chińczycy – za miskę ryżu.

A gdzie przyszłość młodych ludzi? Kończy się te studia, kursy, praktyki, staże… i na co to wszystko? Pracy dla młodych ludzi nie ma. No bo co to za praca na magazynach czy w fabrykach (gdzie tak naprawdę większość młodych ludzi po/na studiach teraz ląduje), gdzie zapierdalasz 8/12 godzin, często na 3 zmiany za marne 1500 zł? Jaki ta praca ma związek z ukończonymi studiami? Po co się było uczyć i starać tyle lat, żeby później zapierdalać za marne grosze? I na co takiego zmęczonego już pracą człowieka stać? Opłać sobie mieszkanie, przynajmniej połowy tych pieniędzy nie ma. Dodatkowo media, telefon, jedzenie. Wypłata poszła. A gdzie próba odłożenia pieniędzy na własny samochód, dom? Młodzi ludzie mają całe życie mieszkać z rodzicami? Czy może wynajmować jakąś ruderę na zadupiu? Bo prawda jest taka, że jak się nie ma dzianych rodziców to ciężko się wybić. A żeby zarobić na coś własnego to trzeba zapierdalać przez kilka lat w jakimś kołchozie, w którym na zasady bezpieczeństwa i higieny pracy wszyscy, łącznie z urzędami pracy przymykają oko.

Magazyny  fabryki to nic. A co z podejrzanymi ogłoszeniami w serwisach (internetowych w tym przypadku), gdzie obiecują super pracę, wysokie zaróbki i Bóg jeden wie co jeszcze, ale albo musisz się w tej pracy rozebrać, albo łazić po domach i namawiać ludzi, żeby coś od Ciebie kupili. Zajebista praca. Ja np jak przychodzi do mnie jakiś domokrążca (bo tak się to nazywa!) to nawet drzwi nie otwieram. Nie lubię jak ktoś do mnie przyłazi i mnie na coś namawia. Nie stać mnie na odłożenie pieniędzy na czarną godzinę, a mam wydawać je na jakieś głupoty? Wypad!

A do tego większość ogłoszeń się sprowadza. Więc jaki w tym sens? Naprawdę niewielu ludziom udaje się dostać dobrą pracę i po sobie wiem, że muszą mieć naprawdę dużo szczęścia w życiu lub też dobrych znajomych. Bo z ogłoszenia dostać dobrą pracę to chyba graniczy z cudem.

Idąc dalej w kierunku pracy… jak już się jakąś pracę znajdzie to jaką umowę najczęściej się podpisuje? Powinna być to umowa o pracę na czas (nie)określony. A co się okazuje? Że dość często mamy tylko umowę o dzieło, umowę zlecenie. Co nam taka umowa zapewnia? Nic. Jest to wygoda dla pracodawcy, bo nie musi się martwić naszymi urlopami i innymi gównami. Po co sobie życie utrudniać, no nie?

Chcesz iść do lekarza? Państwowo nie polecam. Bo komu za psie pieniądze chce się porządnie pracować? Skoro jak zrobi wszystko na odwal się to i tak dostanie swoje pieniądze? A zapłać za jedną wizytę 100 zł, później za jedno badanie drugie tyle, za trzecie może jeszcze więcej… kogo na to wszystko stać?

Trzeba będzie się wynosić z tego kraju…


Cały mój świat to Ty.

Trochę pokory dla świata wokół.

A zarazem konsekwentnie idźmy do przodu.

 

Konsekwentnie do przodu nawet się udaje. Co dziwne w moim przypadku.

I nawet realizacja tego, co zawsze było tylko odległym planem.

Planem na czas, gdy będzie motywacja.

Bo ta motywacja jest.

I oby została.

 

Skąd wiem, że to ten?

Bo inni się nie liczą.

Bo nie patrzę na innych.

 

Żałuję, że wcześniej nie potrafiłam odróżnić chęci próby zapełnienia czegoś w życiu.

Dobrze, że teraz w tak łatwy sposób to widzę.

Bo dawniej były jakieś wątpliwości.

A teraz?

Wątpliwości ograniczają się do tego co zrobić na obiad.

Teraz zaczynam dostrzegać co jest ważne.

 

Mało odporne na ból dziecko wojny.

Nie dość, że z rozpapraną nogą, ledwo chodzące to teraz jeszcze chore.

Ale niedługo.

W czwartek terapia.

 

Zniknęła gdzieś ta część odpowiadająca za kłótnie i awantury.

Bo jak to mi ktoś na fejsie podrzucił:

Nie mam czasu na nienawidzenie ludzi, którzy mnie nienawidzą.

Jestem zajęta kochaniem ludzi, którzy mnie kochają.


Jak?

Jak niewiele ludzie muszą wiedzieć.

Jak wiele szczęścia można mieć.

Jak niewiele do tego potrzeba.

Jak bardzo wtedy chce się żyć.

Jak łatwo o uśmiech.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.